Więcej niż jeden uczeń ma lub mieć

Od września 2012 roku na każdego ucznia ma przypadać jeden. Dyrektor szkoły nie ma jednak obowiązku np. umieszczania na korytarzu dodatkowych komputerów z dostępem do internetu. Poza komputerami uczeń musi mieć zapewniony dostęp do odpowiednich pomocy dydaktycznych, jak np. mapy, rzutniki czy globusy. - jeden uczeń w gosp. 234,3 165,5 82,9 110,7 593,5 - więcej niż jeden uczeń w gosp. 139,5 119,5 57,9 173,9 490,8 Trzy pokoje lub więcej: - więcej pokoi niż uczniów 715,1 533,9 400,3 1 588,2 3 237,5 - mniej lub tyle samo pokoi co uczniów 33,4 32,8 25,9 115,9 208,0 Maksymalnie 14 dzieci w klasie, jeden uczeń w jednej ławce. MEN publikuje zalecenia dla szkół - RMF24.pl - MEN opublikowało w czwartek wytyczne, które będą obowiązywały w szkołach ... Dlaczego jeden uczeń jest kimś więcej niż innym Jaskra. ... Niemowlę może również mieć anizotnik w wywiadzie. Najczęściej rodzą się z tym niemowlęta. Jeśli odchylenie jest mniejsze niż 0,1 cm, sytuacja jest normalna. ... Tak więc lista powodów, dla których dana osoba ma jednego lub oboje rozszerzeń, jest dość obszerna ... Il y a jest wyrażeniem pozornie nie niosącym większego sensu, ale w rzeczywistości jest jednym z filarów codziennej komunikacji.. Zazwyczaj trafia się na materiały dydaktyczne w których wyjaśnione jest il y a poprzez przetłumaczenie na angielskie there is.To nie do końca zgodne z rzeczywistością, nie do końca optymalne i przede wszystkim bardzo ograniczające. W ocenach absolutnych oceny są już ustalone, ponieważ więcej niż 85 to A, więcej niż 70 i mniej niż 85 to B, więcej niż 55, a mniej niż 70 to C itd. Tak więc każdy uczeń ma szansę na zdobycie punktów tak długo, jak długo on lub ona pracuje wystarczająco ciężko, aby osiągnąć te limity ocen. Dlaczego jeden uczeń jest kimś więcej niż innym Jeden uczeń staje się większy w przypadku patologii w ciele. Źrenica jest okrągłym otworem pośrodku tęczówki oka, okresowo zmieniającym się rozmiarem, aby zmienić strumień światła wpadającego do siatkówki. Nie ma nic gorszego niż jeden uczeń z ultraczułym mikrofonem zbierającym cały szum z ulicy za jego domem w momencie, gdy akurat przejeżdża tamtędy karetka na sygnale. Warto, aby wszyscy wyciszali mikrofon, gdy mówi lektor lub kolega, a włączali go, kiedy chcą mówić. (w ciągu tygodnia uczeń może mieć najwyżej trzy sprawdziany, przy czym nie więcej niż jeden dziennie), · jeżeli uczeń z przyczyn losowych nie może napisać sprawdzianu ma obowiązek uczynić to w terminie uzgodnionym z nauczycielem, w przeciwnym razie uczeń otrzymuje ocenę niedostateczną, 24. Uczeń, który naruszy ten zakaz, o którym mowa w § 43 ust.22 więcej niż jeden raz będzie pozbawiony prawa przynoszenia telefonu. Fakt złamania wyżej wymienionego zakazu musi być odnotowany przez nauczyciela w klasowym zeszycie. 25. W uzasadnionych przypadkach i za zgodą nauczyciela można użyć telefonu

Reforma edukacji - dyskusja

2020.04.08 18:45 QzinPL Reforma edukacji - dyskusja

Poniżej chcę wrzucić swoje wypociny z wczorajszej nocy które wrzuciłem pod jeden film na stronie partii Możemy! Ponieważ nie znam lepszego miejsca na rzetelną dyskusję i argumenty niż ten reddit to...
Poniżej - jak zreformować edukację:
Jako były nauczyciel mógłbym pewnie się podjąć przygotowania solidnej reformy, która w ostatecznym rozrachunku byłaby droższa niż 500+, ale wiecie co? Mielibyśmy wreszcie sprawnie działającą edukację.
Wstępny szkic niezbędnych zmian:
  1. Przyjmowanie nowych nauczycieli już bez karty nauczyciela. Na normalne umowy, bardzo dobrze płatne, ale z corocznym weryfikowaniem pracy. Ktoś się nie nadaje? Żegnamy. Na tyle dobrze płatne, by zawsze był ktoś chętny na miejsce pracy, obecnie polecam zerknąć na oferty pracy dla nauczycieli, co roku w wakacje jest wysyp ogłoszeń, a chętnych brak.
Dobra płaca - ale tylko przy zmianie umów i pod nowymi zasadami - by przyciągać ludzi z rynków prywatnych.
Uwarunkowanie pensji od przedmiotu i ilości miejsc pracy - nie odgórnie narzucana równa.
  1. Wyrzucenie religii ze szkół, obowiązkowa etyka - jeden rok w podstawówce - około 5-6 klasy, jeden rok w liceum. Wystarczy.
  2. Informatyka - 3h w tygodniu od 4 klasy szkoły podstawowej. Tak, wiem, że obecnie ciężko znaleźć informatyków do pracy w szkole. Patrz punkt 1 jak chodzi o pensje.
  3. Zmniejszenie grup w klasie do maksymalnie 12 osób. Grupy układane pod kątem poziomu uczniów z danego przedmiotu - brak SZTYWNYCH klas. Jak ktoś opuszcza się w nauce - wymiana z uczniem z niższej grupy lub warunkowe przeniesienie.
  4. Zmniejszenie ZNACZNE biurokracji w szkole. Wiecie, że pomimo dziennika elektronicznego wymagany jest też papierowy? No i trzeba trzymać wszystkie te rejestry w szkole przez X lat? Bo wiecie, papier jest trwalszy niż solidna zaszyfrowana baza danych... Ech.
A mówię o papierach, bo szkoły mają specjalne pomieszczenia na "archiwa". Bo nauczyciel wypełnia tyle papierów w ciągu roku, że faktycznie poza 18h pod tablicą, dojeżdża do tego z 10h biurokracji obecnie. Nie powinno być jej więcej niż dwie.
  1. Pensum nauczyciela. O ile faktem jest, że nauczyciel matematyki, języka robi sprawdziany i je sprawdza, tak faktycznie WFiści nie muszą się przygotowywać obecnie za bardzo do zajęć.
Dlatego uzależnienie liczby godzin w szkole powinno obejmować liczbę sprawdzianów (wyznaczoną odgórnie) oraz prac pisemnych do sprawdzenia w domu z każdego przedmiotu i przyjmować powiedzmy, że przygotowanie i sprawdzenie każdej klasy zajmuje 4 godziny (przy 12 osobowych klasach). To jest rzetelny czas poświęcony na sprawdzenie jednej dłuższej klasówki dla mniejszej klasy. Zależnie od ilości klas które uczy nauczyciel - i ilości wymaganych do przeprowadzania sprawdzianów w tygodniu, nauczyciel powinien mieć wyliczaną ilość godzin pracy w szkole. Przykładowo : Polonista, mający cztery grupy uczniów. dwie rozszerzone, dwie podstawowe - 22h w tygodniu, poświęcałby 16h na przygotowywanie i sprawdzanie pisemny prac klasowych - jednej w tygodniu + 2h na biurokrację. Etat się zgadza.
I już uprzedzam, wiem że większość z was się oburzy i wyzwie nauczycieli od leni itd. Pracowałem w szkole. Czas przeszły. Pracuję obecnie w korporacji i zmiana jest piekło, a niebo. W korporacji praca dużo lżejsza i dużo mniej czasu w życiu mi pochłania. Mój work-life balance jest dużo lepszy. W szkole? Praca zawsze idzie za Tobą do domu.
Fakt, brakowało mi dzieciaków pierwsze dwa lata, ale teraz już się pogodziłem z tym.
Gdy mówię, że rzetelne sprawdzanie prac pisemnych dla 12 osób - nie testów ABCD - zajmuje 4 godzin to tyle zajmuje. Poloniście, matematykowi z pewnością.
Wiadomo, że WFista tyle pracy z domu nie ma.
  1. Jak już o WFie mowa. W programie WFu powinno być jasno przedstawione ile godzin na którą aktywność sportową jest przeznaczane i powinno się dzieciom dać spróbować wszystkiego. Od baletu, przez aerobik, pilates, jogę czy cokolwiek tam się da wymyślić.
  2. Większa swoboda nauczyciela w prowadzeniu zajęć. Również większa swoboda uczniów w wyborze nauczyciela. Wyobraźmy sobie, że idąc do szkoły uczniowie mogliby podejmować wybór nauczyciela na podstawie opinii z internetu. Rodziców, uczniów. Nauczyciel do którego nikt nie chciałby się iść uczyć z automatu dostaje sygnał, że należy go zwolnić.
Oczywiście, że nie wszyscy mogą się dostać do "najfajniejszego", ale przy takiej ilości grup należałoby też zatrudnić dużo większą kadrę. No i jednak podstawa programowa powinna określać jakie umiejętności ma posiadać uczeń, a egzaminy weryfikować te umiejętności - podobnie do tego co jest obecnie, ale niestety najczęściej weryfikujemy WIEDZĘ, a nie umiejętności.
  1. Metoda pracy i zadania wymagające czytania ze zrozumieniem, wymagające myślenia, analizowania problemu i podawania SPOSOBU rozwiązania. Mniejszy nacisk na wiedzę, większy na to jak znaleźć algorytm prowadzący do odpowiedzi. Uczniowie nie umieją wymyślić jak coś zrobić, często wpadają w schematy.
Wiem, że nie z każdym postulatem się zgodzicie, nie z każdym zgodzą się pewnie i koledzy po fachu. Tylko, że tego systemu, który mamy nie należy już łatać. Nauczyciele powinni byli rok temu doprowadzić strajk do końca, a potem w wakacje znaleźć pracę, choćby i w Biedronce. Wszędzie płacą lepiej. Niestety "dobro dzieci" powoduje, że system zamiast spaść z rowerka kleimy śliną.
Wiem też, że te postulaty są bardzo ogólne i pewnie nie załatwiają wszystkiego, ale to dobry początek. A i ostatni postulat - Częstsze wzywanie policji i wysyłanie do sądów rodzinnych spraw o zaniedbania rodzicielskie, bullying. Obecnie to plaga dla młodzieży.
Obowiązkowo dostęp do psychologa i psychiatry dziecięcego, dla dzieciaków bez zgody, a nawet i wiedzy rodzica. Młody człowiek to nie jest ich własność, a często rodzice są przyczyną problemów u dziecka. Obecnie kompletnie nie ma zaufania do instytucji szkoły, że w jakikolwiek sposób dziecku pomogą i jego koszmar się skończy, bo i szkoła nie ma realnych narzędzi by odseparować ofiarę od domowego oprawcy.
Pozdrawiam.
submitted by QzinPL to Polska [link] [comments]


2019.03.22 14:17 Eddie_The_White_Bear Nauczycielstwo

Ostatnio było sporo dyskusji odnośnie strajków nauczycieli. Wielu zwolenników, wielu przeciwników. Chciałbym wyraźić swoją opinię, wiem jak wygląda ta praca od środka (w tym momencie sporo osób przestaje czytać i idzie pisać komentarz o tym że powinienem spierdalać bo się nie znam i bronię darmozjadów), ale mam nadzieję że będę jak najmniej stronniczy jak się da, a post będzie bardziej informacyjny.


1) Zarobki podstawowe

Tutaj mamy wielką hipokryzję. Jeśli podasz zarobki nauczycieli to podnosi się krzyk że to poniżej godności człowieka, że nikt nie powinien tyle zarabiać i za tyle zarabiać i za to nie da się utrzymać, co najwyżej z trudnością wegetować od pierwszego do pierwszego. Sytuacja się zmienia jak dodasz magiczne słowo "nauczyciele", wtedy jest krzyk że to zdecydowanie za dużo, powinni pensję obniżyć i każdy co do jednego powinien się przekwalifikować jak mu nie pasuje. Także tego.

Ogółem jak to wygląda z pensjami. Nauczyciel ma cztery "stopnie awansu" - stażysta, kontraktowy, mianowany i dyplomowany. Pomiędzy każdym stopniem awansu zawodowego musi przepracować X lat. Każdy stopień kończy się egzaminem kompetencji. Zarobki stażysty wynoszą mniej niż 1900 zł na rękę (lekko powyżej minimalnej krajowej), a pensja najwyższego stopnia to poniżej 3000 zł na rękę (nie wiem dokładnie ile, pytałem się ale teraz nie pamiętam).

2) Dodatki

Wiele się słyszy o różnych dodatkach do pensji.

Najbardziej popularny to tzw. **dodatek stażowy**. Polega on na tym, że począwszy od 4 roku pracy co roku nauczyciel dostaje dodatkowo 1% od pensji zasadniczej (czyt. bez dodatków). Dodatek stażowy rośnie co roku aż dobije do 20%.
Także zakładając dla uproszczenia zarobki zasadnicze w wysokości 2000 zł, to już po 24 latach pracy można otrzymać zawrotne 400 zł premii.

- Dodatek funkcyjny, dla nauczycieli z "funkcją", czyli np: dyrektorzy i wychowawcy klas. Zakładając po 3 klasy w każdym roczniku, dodatek funkcyjny co roku odbiera ok. 11 pracowników szkoły. Dla wychowawcy są to widełki od 2% do 20% zasadniczego wynagrodzenia. Dyrektorzy są bardziej uprzywilejowani - dodatek ma widełki od 5% do 100%, ALE widełki te w przypadku dyrektora określa samorząd miejski, np: urząd gminy.

- Dodatek wiejski - 10% pensji zasadniczej za pracę w miejscowościach poniżej 5 tys. mieszkańców.

- Dodatek motywacyjny - najbardziej kontrowersyjny. Przyznawany za "duże osiągnięcia" w pracy. Do 50% pensji zasadniczej. Ale znów dodatek ten jest przyznawany przez władze samorządowe a nie szkołę. Także wszystko zależy od kompetencji urzędników. Mogą nie przyznać go wcale, albo co roku tej samej jednej osobie która jest krewnym i znajomym królika i ma chody "na górze" ( ͡~ ͜ʖ ͡°)

- Dodatek za pracę w trudnych lub uciążliwych warunkach - najrzadziej spotykany. Głównie wśród przedmiotów przyuczających do zawodu, np: zajęcia w szkołach górniczych pod ziemią czy w szkołach leśniczych w lesie. Dodatek to max 50% zasadniczej.


Na papierze jest to sporo. W praktyce większość nauczycieli dotyczy tylko stażowy i funkcyjny za wychowawstwo. Sporo pobiera też wiejski, ale raz że jest niski, dwa że... ale o tym napiszę w następnym punkcie.



3) "Niech uregulują czas pracy do 16 i wtedy wszyscy zobaczą..."

Krótko - fajna opcja, ale się nie da.

Dlaczego? Dlatego że praca nauczyciela zależy w dużej mierze od dnia albo przedmiotu.
Nauczyciel w-f nie potrzebuje sprawdzać po godzinach klasówek. Nauczyciel takiej nie wiem, chemii może je sprawdzać według klucza, ale nauczyciel na przykład językowy przy sprawdzaniu listów i rozprawek już musi do każdej pracy podejść indywidualnie. Zresztą sprawdzanie klasówek i kartkówek to najmniejszy problem.
Prawdziwą zmorą są raporty. Ministerstwo edukacji wymaga żeby każda klasówka, sprawdzian czy wydarzenie musi być oprotokołowane. Każde jedno zadanie przechodzi analizę procentową, każdy uczeń ma wyliczenia jak poradził sobie z zadaniem względem klasy, czy w przypadku egzaminów między szkolnych względem szkoły, gminy, powiatu, województwa i kraju. Do tego każde jedno zadanie musi być wyargumentowane pod który punkt podstawy programowej podpada i liczony względem tzw. staniny, czyli widełek poziomu szkoły względem kraju.
Ogółem klasówka z 10 zadaniami to około 15 do 20 stron raportu. Przy egzaminach jest tego więcej.
Także w zależności od tego co się dzieje nauczyciel nawet próbując robić wszystko w szkole raz może skończyć wszystko o 13 a raz nie wyrobić się do 21. Nie ma tak, że "16, kończę robotę", deadliny wynoszą zazwyczaj 1-2 dni.

No i kwestie sprzętowe - większość dokumentów musi być drukowana (a na pewno wszystkie klasówki). Wszystko fajnie, ale na jedną szkołę zazwyczaj jest jedna drukarka i jakieś 3 ryzy papieru przydziału. Na szkołę, nie osobę. Większość nauczycieli większość dokumentu sporządza w domu żeby nie stać godziny w kolejce do drukarki. Oczywiście za papier, tusz i zużycie sprzętu nie mają zwrotów, wszystko idzie za prywatne pieniądze.

Do tego przychodzą wywiadówki dla rodziców i rady pedagogiczne. Są to nieodpłatne obowiązkowe nadgodziny.
Rady pedagogiczne zależą od dyrekcji, mogą być raz na miesiąc i trwać godzinę a mogą być co 2 dni i trwać za każdym razem po 3-4 (i to nie jest zmyślona sytuacja bo znam osobę która tak pracuje). Także w każdej chwili dyrektor może powiedzieć "w czwartek masz przyjść o 16 na radę", która będzie trwała do 21 i nie zobaczysz z tego złamanego grosza. Co najwyżej dyscyplinarkę jak cię nie będzie.

No i ostatnia kwestia, o której wspomniałem w poprzednim punkcie - szkoły wiejskie. Do niedawna nauczyciel szkoły wiejskiej nie miał problemów, bo godzin było wystarczająco. Problem zrobił się po likwidacji gimnazjów. Do wszystkich przeciwników tych placówek - mówię jedynie o problemach kadrowych.
Bo o ile matematycy, poloniści i angliści pracują normalnie, o tyle przedmiotów których godzin jest mało, jak fizyka, chemia czy muzyka mają problem. W jednej wiejskiej szkole jest zazwyczaj jedna klasa danego rocznika (albo wcale).
Weźmy na przykład nauczyciela techniki - ma danej szkole ma zajęcia z czterema z ośmiu roczników. Po 2 godziny w tygodniu. Daje to 8 godzin lekcyjnych pracy. Na tydzień. Zdecydowanie za mało żeby wyrobić etat. Nauczyciele takich przedmiotów uczą zazwyczaj w 3-4 szkołach, nie po to żeby dorobić, ale żeby zyskać jeden pełny etat.
Zakładając teraz pracę w jednym zakładzie do 16, w której szkole ma dana osoba przebywać?


A co do osławionego "przygotowania do zajęć" - wbrew nazwie nie oznacza to przypominania sobie bazowych wiadomości które trzeba przekazać (chociaż to też). Przygotowanie do lekcji to przede wszystkim sprawdzenie z czym klasa ma największy problem i nad czym się skupić w szczególności. Ewentualne przygotowanie sprawdzianów i klasówek. Chociaż to oczywiście zależy od nauczyciela, bo są i tacy co mają wyjebane za przeproszeniem.


4) Ośmiorniczki! A nie, przepraszam, KOREPETYCJE!

Wielki krzyk o tak zwane "korepetycje". Hurr durr każdy nauczyciel daje korki na czarno, biorą wuj kasy i wtedy się starają a w szkołach nie.

Dobra... korepetycje istnieją, fakt, ale jest to domena głównie miast. Na wsiach mają zazwyczaj za przeproszeniem wyjebane na to, bo nie potrzebują wyników. I tak ich przyjmą wyżej jeśli zdadzą bo lokalne wiejskie szkoły średnie są na granicy upadku.
Co więcej - nie każdy nauczyciel=korepetycje. Chwila zastanowienia, mówisz "przedmiot na korki" myślisz...?
Fizyka, matematyka, może biologia. Języki, głównie obce. Czyli mamy jakąś połowę przedmiotów. Poza tym wiele nauczycieli korków po prostu nie daje.

Kwestia tego że na korkach uczy się lepiej - to jest normalne i nawet nie chodzi o pieniądze. Łatwiej przekazać informację jednej osobie, u której od razu widać z czym ma problemy, niż 30 osobom na raz kiedy gonią cię nierealne terminy z ministerstwa (podstawa programowa często ułożona jest "na styk", a lekcje czasem przepadają bo święta itd.)

5) Bo oni się nie nadają

Krótka piłka - są osoby które się nadają i powinny pracować w tym zawodzie i są osoby które nie powinny, trafiły tam bo do niczego się nie nadawały albo po znajomości.

Ale na pewno nie przyciągniesz specjalisty w dziedzinie za pensję kasjerki w Żabce ¯\\\_(ツ)\_/¯
Misją nie wyżyjesz.

A przy okazji kwestia sfrustrowanych starych panien - niestety są głupie przepisy że nauczyciela w wieku okołoemerytalnym nie można zwolnić jeśli przywodzi do pracy, nawet jakby odwalał największą chałę w historii kraju. Jeśli przekazuje informacje z podstawy - nie mają prawa takiego osobnika ruszyć. Ale i tak jest lepiej niż kiedyś, bo takiego osobnika nie można było zwolnić nawet po emeryturze dopóki sam nie chciał - i osiemdziesięcioletnie dziadki blokowały etaty młodym bo chciały dorobić do emerytury. Najprawdopodobniej każdy takiego osobnika spotkał i ma z nim negatywne skojarzenia które rzutują na cały ten zawód.

6) Jak się nie podoba to się przekwalifikujcie

Bardzo dojrzały argument.
Skoro już teraz w szkolnictwie jest tak źle, to zróbmy jeszcze gorzej! I dalej narzekajmy na idiocenie narodu którego można przekupić dając im 500 zł! Po co komu wykształcony naród, niech żyje chłopski rozum! Jej!

Cóż, nie.

7) Czas pracy i sposób pracy

- Przerwa NIE JEST dla nauczyciela. Te teksty rzucały tylko osoby które skończyły zajęcia/nie miały dyżurów.
Ogółem dyżury to sprawowanie opieki nad całym korytarzem, sztywno od dzwonka do dzwonka.
Masz klasę na parterze a dyżur dwa piętra wyżej. Dzwonek na przerwę jest o 8:45. Coś złego tam się stanie o 8:46 (nie zdążysz przyjść). Ty masz sprawę karną bo nie było cię na dyżurze 乁(⫑ᴥ⫒)ㄏ
To nie jest tak że "siedzą i piją herbatkę"

- Jak już jesteśmy przy herbacie. Owszem, często widzi się nauczycieli z herbatą. Lub innymi napojami. Nawilżanie strun głosowych.
Nauczyciel pracuje głównie głosem. Nie jest to typowa praca ani fizyczna ani umysłowa. Dlatego ciężko to porównać z innymi zawodami (chociaż najczęściej spotykane są porównania z dupy "niech postoją przy taśmie to zobaczo).
Głos zużywa się i męczy w innym stopniu, dlatego godziny pracy są inne niż w typowych zawodach (czyt. krótsze).
Żeby realnie porównać zawód nauczyciela to jakiegokolwiek innego trzeba wybrać osobę która też pracuje głosem - lektor, radiowiec, nawet call center.

- Stracisz głos, stracisz pracę. No nie ma możlwości nauczać bez głosu. Dlatego nauczyciele mają przywilej "urlopu dla poratowania zdrowia", zazwyczaj wydawanego na polecenie laryngologa. Trwa on rok i o ile się nie mylę można go wziąć dwa razy w życiu.

8) Wyniki są słabe a uczniowie coraz głupsi

Są trzy powody takiego stanu rzeczy - albo nauczyciele albo rodzice albo "brainlet".

Powód nauczyciela - to że uczy słabo. Nie oszukujmy się, w tym zawodzie jest pełno leni i kombinatorów. Jak w każdym zresztą. Chcą zrobić swoje minimum nawet kosztem zniechęcenia do nauki. A to że będą mieć niskie wyniki i opierdol od dyrekcji - jakoś przeżyją. Takie osoby najczęściej mają "plecy" i mogą sobie pozwolić na nicnierobienie.

Powód rodziców - kompletne zaniedbanie dziecka i jego predyspozycji i latanie do szkoły z każdą jedynką bo to oczywiście tylko wina szkoły że Brajanek dostał jedynkę. Zwalanie całego wychowania i zachęcania do edukacji tylko na szkołę nie jest dobrym rozwiązaniem. Od tego szkoła jest, ale od tego są też rodzice. A nie że "odesłaliśmy do szkoły i pierdolić już nie trzeba się nim zajmować". Szczególnie jeśli maluch trafi na belfra opisanego powyżej.

Powód "Brainlet" - to głównie wśród starszych, gdy jedyne co robisz w szkole to "hehe powkurwiajmy wredną facetkę od majzy". W każdej szkole jest dużo takich - nie zdali po kilka razy bo im niepełne podstawowe starczy albo jadą na dwójach bo lokalna zawodówka przyjęłaby nawet szympansa z niedorozwojem. No sorry. Nie każdy chce się kształcić, wystarczy że będą umieli napisać "HWDP" na murze.


9) Wakacje

Wakacje wzbudzają wiele kontrowersji. 2 miesiące urlopu! Lenie! Zabrać!
Wakacje są solą w oku wielu, ale rozbijmy je na czynniki pierwsze.

Wakacje trwają zazwyczaj od 1 lipca do 31 sierpnia. Łącznie 62 dni.
Odejmijmy od tego weekendy, gdyż jeśli pracownik nie pracuje w weekendy nie liczą mu się one do urlopu (o czym zazwyczaj ludzie zapominają gdy wytyka się wakacje nauczycielom) - zostaje nam 45 dni.
Wakacje od 1 lipca są tylko dla uczniów - pierwszy tydzień lipca dla nauczycieli jest pracujący, trzeba "zamknąć" rok pracy - odejmujemy 5 dni roboczych. Zostaje nam 40 dni.
Ostatni tydzień sierpnia też jest dla nauczycieli pracujący - trzeba "otworzyć" nowy rok i są spotkania - kolejne 5 dni.
A więc z 62 urlopu, o które ludzie się tak plują, zostaje nam raptem 35 dni.
Zważywszy na to że średnio urlop wypoczynkowy trwa ok. 20-25 dni.

Ferie zimowe - ok. 2 tygodni, 10 dni roboczych.
Ferie świąteczne - okres między 26.12 a 02.01 - - 5 dni roboczych.

Teoretycznie dodatkowe 15 dni wolnego. Tutaj wszystko zależy od szkoły, są to bowiem dni wolne od nauki dla uczniów. Dyrektor ma prawo wymagać by nauczyciele w te dni stawili się do pracy, jest to normalny dzień pracujący. Zazwyczaj jednak tego nie robią z powodów ekonomicznych - nie trzeba ogrzewać, zużywać prądu itd.

Także urlop nauczyciela trwa corocznie od 35 do 50 dni roboczych. Jest to wciąż więcej niż przeciętny urlop wypoczynkowy.
W zamian za dłuższy urlop odbierany jest przywilej wybierania sobie daty urlopu (nie oszukujmy się, lipiec i sierpień to najdroższe miesiące to wyjeżdżania gdziekolwiek) i brak przywileju tzw. urlopu na żądanie.

Nie twierdze że to lepsza czy gorsza sytuacja. Po prostu inna, każdy musi sam zdecydować w jakim trybie wolałby mieć urlop.


10) Podsumowanie

Trochę w tym poście było narzekania, ale starałem się ująć głównie suche fakty. Czy twierdzę że ta praca jest wyjątkowo trudna i ciężka? Nie, jest to praca jak każda inna - ma swoje wady i zalety. Na pewno nie jest łatwiejsza, jest tak samo ciężko jak każda inna. Owszem pełno jest osób niekompetentnych. Dużo jest też tych z misją. Czy zatem moim zdaniem należą się podwyżki - zdecydowanie tak, chociażby w związku z inflacją i zwiększonymi kosztami życia. Nie oszukujmy się, jeśli nie chcemy do końca świata być montownią Niemców przy taśmie trzeba trochę zainwestować w edukację. Nie twierdzę że wszystkiego nauczą się tak, większość geniuszy to samouki - ale ktoś musi pokazać im drogę, zachęcić do kształcenia się.
A skończy się na tym że nauczyciele którzy się nadają pójdą za radami neta i "przekwalifikują się" na sprzątaczki, w szkołach zostaną same stare raszple pod emeryturę i wykreujemy idiokratyczny naród któremu do szczęścia potrzeba jedynie socjalu, wódeczki i patostreamów w narodowej telewizji.


Tekst wrzuciłem też na wykop. Chcę porównać opinię.
submitted by Eddie_The_White_Bear to Polska [link] [comments]


2017.02.03 18:01 SoleWanderer Francja nauczyła was bezczelności. Jak uczyć w arabskim getcie

Mój uczeń: - Ja spadam z Francji. Jadę do Algierii. Ja: - OK, byle szybko. Na koniec roku cała klasa mocnym głosem śpiewa ze mną "Marsyliankę". Już się nie wstydzą. Nie zdradzę od razu, kim jestem.
Powiem tylko, że mam paskudny charakter. I siedmiu starszych braci: trzech jest bardzo religijnych, dwóch głosuje na Front Narodowy, jeden jest świadkiem Jehowy. Od 12 lat uczę historii i geografii w gimnazjum na południu Francji. Często myślę, że gdybym miała dzieci, to byłyby w wieku moich uczniów, ale jestem bezpłodna. Próbowałam in vitro pięć razy. Może dlatego angażuję się w życie uczniów, często im doradzam. Czasem to ze mną idą po raz pierwszy do muzeum, do kina. Sami by się bali. Ich rodzice nie mają takiego zwyczaju, a oni śmiałości, by zrobić coś nowego. Czekam więc na nich obok stacji metra i odprowadzam pod drzwi teatru, nawet w niedziele wieczorem. Lubię zadziornych uczniów, którzy zadają dużo pytań. Mathilde, Mohammed, Zyad – nazywam ich „bébés d’amour”, moimi skarbeczkami.
W toalecie szkolnej ktoś napisał na drzwiach, że fajna ze mnie nauczycielka. Na drzwiach kibla, gdzie zwykle rysuje się penisy! To był dla mnie największy komplement.
Jestem surowa, ale jeszcze nigdy nie wyrzuciłam ucznia z klasy. To norma wśród francuskich nauczycieli, którzy wolą pozbyć się problemu, niż się z nim zmierzyć. We francuskiej szkole o pewnych rzeczach nie należy rozmawiać. A ja z dzieciakami ciągle gadam. Chcę, by mogli z siebie wszystko wyrzucić. Przynosi im to ulgę.
Jak stawiam ucznia do kąta, zawsze pytam, czy rozumie, dlaczego to robię.
– Myślisz, że jak mnie nie posłuchasz, to cię uderzę?
– Nie może pani.
– Masz rację. To dlaczego mnie słuchasz?
– Bo tak trzeba.
– A jak kazałabym ci ucałować moje stopy, to zrobiłbyś to?
– Nie!
Klasa chichocze.
– Władza działa w dwie strony – tłumaczę im. – Ja wydaję polecenia, ale to wy je akceptujecie. To wasz wybór, że na moich lekcjach jesteście grzeczni. Jeśli gdzie indziej używacie przemocy albo wyzywacie nauczycieli, to też jest wasz wybór. Nie jesteście ofiarami.
Imigranci we Francji głosują na Front Narodowy
Lekcja 1. Gęba – Ja stąd spadam. Jadę do Algierii – powiedział ostatnio jeden z moich uczniów. To łobuz, ale bardzo go lubię.
– OK, byle szybko – odpowiedziałam prowokacyjnie.
– Najpierw zbiorę pieniądze, a potem wyjadę, inszallah (po arabsku: „jeśli taka będzie wola Boga”).
– Powiedz mi: bezczelność zawdzięczasz Francji czy Algierii? – Patrzy na mnie spode łba, nie rozumie. – Co by się stało, gdybyś w ten sposób rozmawiał z nauczycielem w Algierii?
Uczeń milczy, więc jego kolega podpowiada: „Dostałbyś po twarzy, stary!”.
– Właśnie. Twoja niewyparzona gęba jest gębą Francuza, mój drogi. Jesteś bezczelny, bo pozwala ci na to wolność słowa. Może nie czujesz się Francuzem, ale jesteś nim.
Moi uczniowie ciągle powtarzają: „nienawidzę Francji, nienawidzę Francuzów”. Mam wrażenie, że po rozmowach ze mną czują ulgę. To bardzo trudne nie wiedzieć, kim się jest. – Mówiąc, że Francja to nie jest wasz kraj, robicie przysługę rasistom – tłumaczę. – Francja to JEST wasz kraj. Nie przyjechaliście tutaj z wiosek w Algierii. Rodzice większości z was urodzili się we Francji, do której wasi dziadkowie emigrowali w latach 70.
Cały dzień słyszę na przerwach: „bled”, „bled”, „bled” (z arabskiego „kraj pochodzenia”, a także miasteczko lub wieś, z której wywodzi się rodzina). Nie umieją powiedzieć jednego zdania po francusku, nie wtrącając arabskich słów. W zeszytach nieustannie rysują flagi Maroka i Algierii. Winię za to ich rodziców, którzy robią z nich imigrantów. Co roku zabierają ich na wakacje do Algierii czy Maroka i mówią: „To jest twój kraj”. Tworzą konflikt lojalności, dziecko musi zająć stanowisko: Francja czy kraj rodziców. „Bled” stał się dla nich mityczny. Kiedyś musiałam tłumaczyć uczennicy, że w zimie w Algierii jest chłodno. Bo dla niej Algieria oznacza wakacje, nikt nie pracuje, jest luz. Nie bierze pod uwagę, że rodzice mogą sobie pozwolić na wiele tygodni wolnego, bo zarabiają w euro. Dzieciaki myślą, że to tam toczy się prawdziwe życie. A to we Francji jest tymczasowe.
Narzekają, że Francuzi są wobec nich rasistowscy. Pytam wtedy, co myślą o Romach. Odpowiadają, że to brudasy, że żebrzą z dziećmi na ulicach, są obrzydliwi. – To samo niektórzy Francuzi myślą o was. Nawet wasz rasizm świadczy o tym, że wspaniale się integrujecie. Jesteście prawdziwymi Francuzami, brawo! – to terapia szokowa, ale działa. Zaczynają myśleć.
Czy to, co mówię, oznacza, że nie lubię Arabów? Ostatnio zarzucili mi to członkowie partii komunistycznej.
Apartheid a la française. Rozmowa z Thomasem Guénolé
Lekcja 2. Edukacja priorytetowa Jesienią kilkunastu uczniów w kominiarkach zaatakowało liceum w Trembley-en-France, na przedmieściach Paryża. Rzucili dwa koktajle Mołotowa w budynek szkoły, ranili dyrektorkę. W całym kraju trwała dyskusja. „To wina ich złego wychowania, islamu, pobłażliwego systemu edukacji” – mówili konserwatyści. Lewicowcy bronili: „Są wściekli, bo są biedni. Odgrywają się na społeczeństwie i szkole, przez którą są źle traktowani”.
Bzdura! Przemoc to jest ich wybór. Podkreślając ich „inność”, że źli i biedni, wykluczamy ich ze społeczeństwa. A kto traci najwięcej? Ich koledzy ze szkoły, równie biedni jak oni, którzy nie mieli lekcji, bo szkoła w Trembley została na tydzień zamknięta.
Francuska szkoła od co najmniej 20 lat pogrąża się w chaosie. W 1981 roku stworzono kategorię ZEP – Zone d’éducation prioritaire (strefa edukacji priorytetowej). Zerwano wtedy z zasadą równości dzieci. Dyrektorzy szkół ze słabymi wynikami dostali dofinansowanie, nauczyciele – więcej pieniędzy. Programy szkolne dostosowano do najgorszych uczniów. By wyrównać różnice społeczne, postanowiono uczyć mniej. W podstawówce uczy się odmiany czasowników, ale tylko w dwóch osobach: on i oni/one. Ograniczono też naukę nowych słów.
Do gimnazjum trafiają dzieci, które słabo mówią po francusku. Zamiast czytać, wciąż składają zdania. Piszą tylko fonetycznie. To wina lewicowych ideologów, którzy tworząc nowy program, uznali, że „kompetencje społeczne” (np. organizacja debat, praca w grupach, większa swoboda w nauczaniu a la Montessori) są ważniejsze od nauki języka. Zapomnieli, że rodzice dzieci z ZEP-ów nie czytają z nimi książek. Szkoła to dla tych dzieci wszystko. Umiejętność czytania i pisania jest najważniejsza, bo daje im wolność. Co z tego, że rozwiążą łatwe testy gimnazjalne, zdadzą maturę – dzięki nowemu systemowi udaje się to 90 procentom. Na egzaminach wstępnych na studia dostaną obuchem w łeb, bo nikt nie będzie traktował ich „priorytetowo”.
Salima jest singielką, pracuje w finansach, nie uznaje szariatu, ale modli się w meczecie. To wystarczy, żeby szeptano na jej widok
Lekcja 3. Getto Całe życie uczyłam w ZEP-ach. Pierwsze sześć lat w Marsylii. Rano w gimnazjum na blokowisku, gdzie na 500 uczniów było 20 białych. Po południu – w bogatym miasteczku pod Marsylią – tam było 10 Arabów. W Tuluzie przez ostatnie kilka lat straciliśmy dużo białych dzieci, a także uczniów z „dobrych” rodzin. Przenieśli się do szkół prywatnych. W niektórych klasach jest po 2 białych uczniów, w innych 10. W gimnazjum obok na 300 uczniów jest 1 biały. Według raportu z września 2016 roku, który wstrząsnął Francją, szkół-gett jest w kraju koło 100 (na 8 tysięcy). 95 proc. ich uczniów to biedni muzułmanie. System edukacji oparty niby na zasadzie „równości” tylko pogłębia różnice społeczne. W ZEP-ach dzieci tracą statystycznie siedem i pół tygodnia w ciągu roku, bo są odsyłane ze szkoły za karę. W najgorszych szkołach mają nawet trzech nauczycieli matematyki w ciągu roku. Dodatkowo kilka tygodni bez lekcji, bo są strajki – uczniów, rodziców i nauczycieli. Ale mam kolegów i koleżanki, którzy są zadowoleni. W ZEP-ach nie muszą się wysilać, a dostają około 100 euro więcej.
Kulturowa różnorodność, by mogła dobrze funkcjonować, musi być kontrolowana. Należałoby zastosować strategię „busingu”, czyli dowożenia autobusem dzieci z jednej dzielnicy do różnych szkół (obecnie obowiązuje rejonizacja). Badania Susan Eaton z Uniwersytetu Harvarda pokazują, że integracja jest najistotniejszym czynnikiem wpływającym pozytywnie na wyniki nauczania. Dzieci trzeba wyciągnąć z ich dzielnic.
Znam uczniów w Marsylii, którzy nigdy nie byli na plaży ani w centrum miasta. Po szkole przesiadują na chodnikach. Ich rodzice stoją w kolejce do CAF-u (Kasa Opieki Rodzinnej) albo po zasiłek do Pole Emploie (Urząd Pracy). Na osiedlu jest szkoła i biura rządowe, ale nie ma ani jednej fabryki. Nie ma biblioteki ani muzeum. Ludzie zostali uwięzieni na blokowiskach. We Francji przestaliśmy się mieszać.
Lekcja 4. Gołe pupy Po zamachu na redakcję „Charlie Hebdo” jeden z moich uczniów nie chciał uczestniczyć w minucie ciszy. Powiedziałam mu: – Weź krzesło i ustaw przodem do ściany na końcu sali. Siedź tam do końca lekcji. Dla mnie nie istniejesz.
Paryż po zamachach 13 listopada
Nie ruszył się z ławki. Potem długo o tym rozmawialiśmy. Zapytałam, dlaczego nie chciał milczeć.
– Dlaczego nie milczymy za Palestynę? – zdenerwował się. Okazało się, że pół klasy myśli podobnie.
– A dlaczego nie milczymy za ludobójstwo w Rwandzie? Za ofiary wojny w Darfurze? Milczymy w sprawach, które dotyczą Francji, a wy jesteście jej obywatelami – tłumaczyłam. – Wasze milczenie nie oznacza, że akceptujecie rysunki w „Charlie Hebdo”. Oznacza, że nie zgadzacie się, by mordować ludzi tylko dlatego, że są dziennikarzami. Wolność słowa jest inna dla mnie – jako nauczycielka nie mogę wyśmiewać islamu – a inna dla karykaturzysty.
– Ale obrazili naszego proroka – nie ustępowali.
– „Charlie Hebdo” obraża wszystkie religie. Nawet jakby sam Bóg przyszedł do was i powiedział, że macie kogoś zabić, to macie mu odmówić. Życie ludzkie jest święte. Poza tym czy wasza wiara nie jest silniejsza od jakichś głupich rysunków? – nie wiedzieli, co powiedzieć.
W grudniu zorganizowałam debatę o burkini w stylu amerykańskim. Kazałam przeczytać im wszystkie artykuły z prasy na ten temat: lewicowe i prawicowe. Czytali teksty feministek – przeciwniczek i zwolenniczek burkini. Poznali zdanie salafitów, którzy też byli przeciwni, ale z innych powodów: według nich burkini jest zbyt obcisłe. Poza tym prawdziwa muzułmanka nie chodzi na plażę – z tym zgodziło się wiele uczennic. Najpierw gadaliśmy. Jedni proponowali: – Niech zrobią osobną plażę dla muzułmanek w burkini.
– Jasne, to jeszcze zróbmy plażę dla białych i czarnych. To wam się wydaje sensowne? – spytałam.
– No nie, to rzeczywiście idiotyczne – przyznali. – Ale kobiety, które opalają się z gołymi pupami i cyckami na wierzchu, dlaczego one mogą? To niesprawiedliwe!
Przeczytaliśmy wspólnie prawo laickości z 1905 roku i kolejne, z 2004 i 2010 roku. Wielu merów, chcąc zakazać burkini, powoływało się na nie.
– Nigdzie tu nie mówią o plażach! – krzyknął jeden z uczniów. W ten sposób doszliśmy wspólnie do wniosku, że burkini nie można zakazać w imię laickości.
Potem podzieliłam ich na grupy. Wcielili się w role przeciwników i zwolenników burkini. Dzięki temu poznali inny punkt widzenia.
Ostatnio pokazałam im zdjęcie mężczyzny, który podciera sobie tyłek flagą Francji. Byli w szoku. – Ktoś to naprawdę zrobił?! – nie mogli uwierzyć.
– A co wam to przeszkadza, to tylko kawałek materiału – wzruszyłam ramionami.
– Nie, nie, to jest flaga!
– Co was obchodzi flaga Francji? – specjalnie okazywałam obojętność.
– Tak nie można! – byli coraz bardziej oburzeni.
– Czyli jednak wam to przeszkadza? A jakby to była flaga Algierii?
– Ooooooo!!!!!!! To już byłoby przegięcie!!! – zaczęli krzyczeć jeden przez drugiego.
– To samo powinniście czuć wobec flagi Francji, bo to wasz kraj.
Wtedy zaczynam z nimi lekcję o symbolach narodowych, o narodzie, choć we Francji szerzenie patriotyzmu w szkole jest zakazane. Tłumaczę, dlaczego są ważne. Na koniec roku cała klasa mocnym głosem śpiewa ze mną „Marsyliankę”. Już się nie wstydzą.
Burkini - nie tylko dla skromnych
Lekcja 5. Apartheid Dwóch moi braci to antysemici. Najpierw byli antysyjonistami, nienawidzili Izraela. Teraz otwarcie mówią o tym, że nienawidzą Żydów. Nie wynieśli tego z domu, bo nigdy nie słyszałam, by mama mówiła źle o Żydach. Nigdy.
Dla moich uczniów gwiazdą numer jeden jest Mohammed Merah, terrorysta islamski, który w 2012 roku zamordował siedem osób, w tym troje dzieci. Wielbią go, bo jego ofiarami byli w większości Żydzi, których nienawidzą. Zaprosiłam więc na lekcję Latifę Ibn Ziaten, matkę żołnierza zastrzelonego przez Meraha. To starsza pani, muzułmanka w chuście. Opowiadała moim dzieciom spokojnym głosem to, czego nie usłyszeliby od polityków. „Kocham Francję i Maroko. Kocham islam. Z moimi dziećmi obchodziłam i Boże Narodzenie i ramadan. Uczyłam ich miłości do Francji, to z tego powodu mój syn został wojskowym”.
Latifa przypominała uczniom ich matki, byli wzruszeni. To, co mówiła, dotarło do nich bardzo głęboko. Gdy wyszła, rozmawialiśmy.
– Poczuliście empatię do drugiego człowieka. Latifa to osoba podobna do was, do waszych mam, więc nie było to trudne zadanie. Chciałabym, żebyście to samo czuli wobec wszystkich ludzi na świecie. Także wobec żydowskich dzieci, które zostały zamordowane przez Meraha tylko dlatego, że zamiast Koranu czytały Torę.
Ostatnio pewna badaczka z satysfakcją stwierdziła, że odkąd żydowscy rodzice przenieśli swoje dzieci do szkół prywatnych, w szkołach publicznych nie ma antysemityzmu. Politycy Partii Socjalistycznej mówią podobnie: stwórzmy szkoły wyznaniowe dla muzułmanów, skończą się awantury o laickość, dziewczynki będą mogły nosić chusty. Zamiast zwalczać antysemityzm, zadowalają się przeniesieniem problemu gdzie indziej. Tłumaczą: „To antysyjonizm, niechęć do Izraela. Nie można do końca winić Arabów, że tak myślą”. Ja się z tym nie zgadzam. Antysemityzm to rasizm, jest zakazany przez prawo. Nie chcę, by we Francji było jak w Anglii, gdzie działają trybunały szariackie. Lub w Nowym Jorku – sądy rabiniczne. W sprawach rodzinnych i majątkowych pogłębia to dyskryminację kobiet. Synowie dostają dwa razy więcej spadku niż córki, a w przypadku przemocy domowej sędziowie każą mężom „nauczyć się panować nad gniewem”. Rząd brytyjski pozwala na to z lenistwa. Wydaje się im to bardziej praktyczne, ale mylą się. Dzieląc społeczeństwo, tworzą apartheid.
Zjednoczony Kalifat Wielkiej Brytanii?
Lekcja 6. Żydzi Zaprosiłam na lekcję 80-letnią Żydówkę Rachel Roizes, która była przechowywana przez francuską rodzinę cztery lata w trakcie wojny. Jej tata został wywieziony do Oświęcimia. Przed spotkaniem moi uczniowie złościli się: „Tylko Żydzi i Żydzi, czemu ciągle o nich gadamy? Dlaczego nie uczymy się więcej o Palestynie? Dlaczego musimy czytać teksty o obozach koncentracyjnych, one podobno nie istniały! Ta historia z gazem jest podejrzana”. To samo słyszą nauczyciele w wielu francuskich szkołach.
A potem usiadła przed nimi ta miła staruszka. Nigdy wcześniej nie widzieli Żydówki, dziwili się, że wygląda tak „zwyczajnie”. Słuchali jej opowieści o wojnie z rozdziawionymi ustami. Gdy opowiadała o rodzinie, gdy wypowiedziała słowa „moja mama”, „mój tata”, widziałam, jak ramiona niektórych chłopców opadają. Rozluźnili się. Po spotkaniu pokazałam im jeszcze filmy dokumentalne o obozach koncentracyjnych. Specjalnie wybierałam ujęcia pokazujące największe okrucieństwo.
Potem znów rozmawialiśmy. Najpierw ich sprowokowałam, bo żeby do nich dotrzeć, trzeba przeciągnąć strunę. – Eee, ci Żydzi to nie są ludzie tacy jak my. Merah miał rację, trzeba ich mordować.
– Nie może pani tak mówić! To obrzydliwe! – krzyknęła jedna z uczennic. Paru uczniów się popłakało, choć większość to „twardziele”, zawsze na straży swoich emocji.
Idealnie byłoby, gdyby do szkoły przychodzili też rodzice. Powinni spotkać się z mamą żołnierza zamordowanego przez Meraha, porozmawiać z 80-letnią Żydówką. Dzieci powtarzają za rodzicami, bo są wobec nich lojalne. To bardzo trudne dla 12-latka przyznać, że jego rodzice nie mają racji.
Jeśli nauczyciel nie wyłapie odpowiedniego momentu i nie zainspiruje swoich uczniów, to nigdy nie ruszą do przodu. To wymaga wiele pracy, ale warto. Najtrudniej jest mi zaakceptować to, co wmawia się nauczycielom na stażu: „Nie masz wpływu na to, czy uczeń będzie dobry, czy zły. Nie możesz zmienić jego zachowania, to nie twoje zadanie. Nie jesteśmy ich rodzicami. Decyduje przeznaczenie”. Wstydzę się za nauczycieli, którzy tak robią. Wstydzę się, że nic nie zrobiłam dla mojego ucznia, którego w pierwszej klasie gimnazjum podejrzewałam o stosowanie przemocy. Nie miał empatii, niczego się nie bał. Był socjopatą. Czułam, że niedługo wyląduje w więzieniu. Trzy lata później zabił człowieka. Ukradł mu skuter, dźgnął nożem.
To powszechna na francuskich przedmieściach bieda i brak perspektyw popychają młodych ludzi w ręce islamskich ekstremistów
Lekcja 7. Pała – Nie słuchajcie nauczycieli, którzy przekonują was, że pasujecie na sekretarkę albo sprzedawcę – mówię moim uczniom w ostatniej klasie gimnazjum. – Możecie zrobić to, co chcecie. Opowiadam im wtedy to, co przeżyłam i kim jestem naprawdę.
Nie ma dnia, by nie zadawali pytań. Z reguły przerywam wtedy lekcję i dyskutujemy o polityce. Nazywają mnie „nauczycielką od newsów”. Najbardziej popularne: – Czy to prawda, że lewica to dobrzy ludzie, a prawica niedobrzy?
Najmniej interesuje ich ekologia (dla większości oznacza trawnik przed blokiem), najbardziej konflikt izraelsko-palestyński. Kilka razy dziennie słyszę: „Palestyna, Palestyna, Palestyna”, nieważne, czy mówię o historii Francji, Shoah czy wojnie w Algierii. Nie spędzają czasu, grając w gry komputerowe, ale śledzą wiadomości, oglądają filmy dokumentalne na YouTubie. Uwielbiają dyskutować, kontrargumentować. Są w tym bardzo dobrzy.
Na historii najbardziej cieszą się, gdy zaczynamy mówić o wojnie w Algierii. Ale mają słomiany zapał. Jak do arabskiego – nie mogą się tych lekcji doczekać, a potem większość ma na koniec roku pały. Wojnę w Algierii omawiamy bardzo szczegółowo. Tłumaczę, że nie było w niej tylko złych i tylko dobrych bohaterów. Nigdy tak nie jest i to właśnie najpiękniejsze w nauce historii. Często każę uczniom przygotować argumenty za i przeciw na każdy temat. Wysłuchujemy każdej ze stron, a to, za kim się opowiemy, zależy od wartości, które wyznajemy.
Na klasówkach zawsze pokazuję im pytania kilka dni wcześniej. – Jeśli dostaniecie złą ocenę, to nie dlatego, że jesteście imbecylami. Nie pracowaliście wystarczająco dużo! Nie zastawiam na nich pułapek. Jak obleją, to zawsze mogą napisać sprawdzian raz jeszcze. Oceny mam gdzieś. Najważniejsze, by nauczyć ich pewności siebie.
Lekcja 8. Minispódniczka Uczennice nie mogą przychodzić na lekcje w krótkich spódnicach. Cały tydzień łażą w spranych dresach. Nie chcą narażać się muzułmańskim kolegom. W filmie z 2009 roku „La Journée de la jupe” (polski tytuł „Pokolenie nienawiści”) Isabelle Adjani gra nauczycielkę, która jako jedyna przychodzi do szkoły na przedmieściach Paryża w spódnicy przed kolano. Jest za to wyzywana przez uczniów od „kurew”. Zdarza się to w szkołach, gdzie nauczyciele nie mają żadnego autorytetu. Mnie to nie dotyczy, bo zawsze chodzę w długich spódnicach, wyglądam jak worek kartofli, ale taką mam figurę. Gdybym chciała, mogłabym przyjść do szkoły w kostiumie kąpielowym. Spróbowaliby to skomentować!
Jeśli mój uczeń powiedziałby, że nie usiądzie obok dziewczynki, tobym go do tego zmusiła. Zdarzyło się to mojej koleżance w szkole podstawowej. Radykalni muzułmanie przyszli do szkoły i zakazali swoim córkom siedzieć w ławkach z chłopcami. Te same dziewczynki dostały nagle wszystkie alergii na chlor, nie mogły chodzić na basen. Nauczycielki poddały się ze strachu. Ja bym poszła na wojnę.
Istnieją wartości uniwersalne, niezależne od tego, czy jesteś białym chrześcijaninem, czy czarnym muzułmaninem. Najważniejszą z nich jest równość prawa wobec kobiet i mężczyzn. Jeśli dwuletnia dziewczynka zostaje obrzezana, to w dupie mam tłumaczenie, że to jest „kulturowe”. Na szczęście we Francji to nie tylko nielegalne, ale i karalne. Od lat 80. stu rodziców i dwie rzezaczki trafiły za to do więzienia na kilka lat. W Anglii zostało to zaniedbane, nikomu jeszcze nie został nawet wytoczony proces. Rezultat: między kwietniem 2015 a marcem 2016 roku 5702 dziewczynki zostały obrzezane, najwięcej w Londynie. We Francji, według ostatnich danych GAMS (Groupe pour l’Abolition des Mutilations Sexuelles – stowarzyszenia zwalczającego praktykę obrzezania), nie dokonuje się obrzezań już w ogóle.
Naprawione. Czarne Francuzki odzyskują łechtaczki
Nie można twierdzić, że obrzezanie jest straszne, ale posiadanie dwóch żon akceptowalne. Zgodziłabym się z tym, gdyby kobiety też mogły mieć dwóch mężów.
Jeśli 12-letnia dziewczynka nosi chustę, to czy można powiedzieć, że to jest jej wybór? Nie. Robi to, bo chce zrobić przyjemność rodzicom. Moi przeciwnicy argumentują, że prawo z 2004 roku zabraniające noszenia chust w szkołach spowodowało, że dziewczyny zaczęły je nosić z przekory. „Zabraniacie nam? To my się zbuntujemy”. Nie jest tak w przypadku moich uczennic. Obowiązkowe zdejmowanie chusty w szkołach uświadamia im, że nie definiuje ich tylko religia. Ostatnio tłumaczyłam to 12-latce, która przychodzi na lekcje coraz szczelniej zakryta. Jak tylko urosły jej piersi, to założyła gruby sweter. Przestała chodzić w legginsach, bo zostały uznane przez jej kolegów za zbyt obcisłe. Powiedziałam jej, że islam ani żadna inna religia nie jest wrodzony. Gdyby porwała ją katolicka matka, to byłaby katoliczką.
We Francji muzułmanka nie potrzebuje chusty. Prawo laickości nie zmieniło się od 1905 roku. To muzułmanie stali się bardziej wymagający. Islam naszych rodziców został zastąpiony przez religię osób bardziej świadomych swej wiary. Codzienna praktyka religijna jest dla nich bardzo ważna, ale kultywowanie tradycji im nie wystarcza, więc sięgają do książek teologów islamskich i rozmawiają z imamami. Nigdy we Francji nie było tylu księgarń religijnych! A gdzie młodzi islamiści nauczyli się czytać? Kto nauczył ich myśleć, analizować teksty? Francuska szkoła.
Obrzezanie. Piekło kobiet
Lekcja 9. Zwykła rodzina Całe szczęście, że urodziłam się w 1978 roku. Gdybym teraz była w gimnazjum, to nosiłabym chustę. Pewnie nie zostałabym nauczycielką, a moi bracia zaaranżowaliby dla mnie małżeństwo z kuzynem w Algierii.
Nazywam się Fatiha Boudjahlat. Jestem Arabką. Feministką. Działaczką w partii radykalnie lewicowej Mouvement Républicain et Citoyen (Ruch republikański i obywatelski). Jestem też wierzącą muzułmanką, nie rozumiem, jak można w nic nie wierzyć. Ale nie wierzę w piekło ani w raj. Nie modlę się, nie obchodzę ramadanu, ale nie jem wieprzowiny.
Mam siedmiu braci: dwóch to salafici – radykalni muzułmanie, jeden jest świadkiem Jehowy, dwóch głosuje na Front Narodowy. Zupełnie zwyczajna z nas francuska rodzina XXI wieku.
Moja mama sama wychowała ośmioro dzieci. W wieku 40 lat pierwszy raz w życiu poszła do pracy – zaczęła sprzątać w fabrykach. Rok wcześniej mój ojciec namówił ją, byśmy całą rodziną przeprowadzili się do Algierii. Zaraz po przyjeździe ukradł wszystkie nasze dokumenty. Wrócił do Francji i sprzedał wszystko, co znalazł w naszym mieszkaniu. Za te pieniądze w Algierii kupił sobię kolejną żonę. Teraz ma ich siedem. Mama spakowała nas i wróciliśmy do Francji, w konsulacie powiedziała, że zgubiliśmy papiery. Miałam wtedy dziesięć lat lat.
Nie widziałam taty od 1993 roku. W ciągu 25 lat napisał do mnie dwa listy. W pierwszym radził, bym wybrała zawód stewardesy, dzięki temu dobrze zarobię i będę mogła wysyłać mu pieniądze. W drugim oświadczył, że obiecał mnie na żonę jednemu ze swoich siostrzeńców. Gdy pokazałam ten list moim braciom, tylko się śmiali. Ale to było prawie 20 lat temu. Teraz moi bracia salafici kazaliby mi wyjść za mąż. Słowo ojca byłoby dla nich święte.
Ojciec był skurwielem. Bardzo złym człowiekiem. Co pamiętam z dzieciństwa? Że stoję w ciemnym korytarzu i trzęsę się ze strachu, bo tata goni za moim bratem z siekierą. To, że zniknął, było dla nas wybawieniem. Dzięki temu jestem wolna. Gdyby nie zostawił mamy, nigdy nie mogłabym pójść na studia.
Moja mama to wspaniała kobieta. Nie znam osoby o większym poczuciu humoru. Poznała mężczyznę, była z nim szczęśliwa, ale moi bracia nie pozwolili jej wyjść ponownie za mąż. Jeden tak bardzo się zdenerwował, że chciał ją uderzyć. Kazał jej wtedy założyć chustę, mimo że nigdy w życiu nie zakrywała włosów. To dlatego nie potrafię znieść patriarchatu. Nie dotyczy on tylko rodzin arabskich, tak samo zachowują się np. Włosi czy Hiszpanie.
Często się kłócimy przy rodzinnym stole. Moi bracia mówią na Francuzów „gwer”. To wyzwisko. Dwaj bracia, salafita i świadek Jehowy, mają białe żony. Ale nawet ich mieszane dzieci nie uważają się za Francuzów. Czy to jest normalne? Dwa lata temu prawie się pobiliśmy. Zaczęliśmy dyskutować o nowym prawie zezwalającym na małżeństwa gejów. Salafita i światek Jehowy skoczyli na mnie, że bronię chorych ludzi, bo według nich homoseksualizm to choroba, a geje powinni zostać zgładzeni. Zaczęliśmy krzyczeć i się przepychać. Wtedy moja mama walnęła ręką w stół i kazała się nam zamknąć. Ale to ona podsunęła nam ten temat. Zadała niewinne pytanie, co myślimy, i rozpętała burzę.
Lekcja 10. Klasa przygotowawcza Wszystko w moim życiu zawdzięczam francuskiej szkole. Do tzw. klasy przygotowawczej o profilu literackim, której celem jest jak najlepsze przygotowanie do egzaminów na uniwersytet, trafiłam dzięki nauczycielce francuskiego. Do egzaminów musiałam przeczytać 200 książek, a u mnie w domu oprócz Koranu była tylko ilustrowana encyklopedia, którą znaleźliśmy z braćmi na śmietniku. Któregoś dnia moja nauczycielka przyjechała samochodem na nasze ohydne blokowisko. W bagażniku miała kartony książek. Potem obwiozła mnie po wszystkich wydziałach politologii w regionie. Jej mąż był komornikiem, który kilka lat wcześniej zlecił konfiskatę mienia w naszym mieszkaniu. Jeden z moich braci spędził w sumie 14 lat w więzieniu. Za bójki, sprzedaż narkotyków, napad z bronią. Pamiętam, jak przyszłam do sądu zeznawać w jego sprawie. Płakałam, bo musiałam opowiedzieć o tym, co nas spotkało w dzieciństwie. O ojcu, który groził mu siekierą. O potwornej biedzie, której doświadczyliśmy, o tym, że codziennie jedliśmy w stołówce organizacji charytatywnej Les Restos du Coeur. Mój brat miał mi za złe, że mówię źle o rodzinie, ale ja chciałam go uratować przed kolejną odsiadką.
Większość kolegów ze szkoły nie rozumie mojego zaangażowania. Politycy zarzucają mi rasizm. Biali mężczyźni, którzy ukończyli najlepsze prywatne szkoły, chcą mnie uczyć, jak postępować z arabskimi dziećmi? Jak śmią myśleć, że wiedzą o wykluczeniu społecznym więcej ode mnie? Nie lubią mnie, bo nie mieszczę się w żadnych kategoriach. Jestem Arabką, ale nie noszę chusty. Jestem lewicowa, ale czasem moje propozycje zmian są skrajnie prawicowe. Mam do tego dystans, bo nie jestem biała tak jak oni. Nie pochodzę z bogatej rodziny, nie mam romantycznego wyobrażenia o różnicach społecznych. Mam w dupie poprawność polityczną. Mogę mówić rzeczy, za które oni zostaliby posądzeni o rasizm. Niektórzy Arabowie uważają mnie za zdrajczynię, przezywają batonem Bounty – czarna na zewnątrz i biała w środku. Mówią tak, bo według nich powinnam kochać nie Francję, ale Algierię. Ich też mam głęboko gdzieś.
W klasie przygotowawczej usłyszałam, że ze względu na mój „stan” powinnam pracować więcej od innych. Jako Arabka miałam pod górkę. Brakowało mi dyscypliny, nagła wolność uderzyła mi do głowy. We Francji od 15 lat działa z sukcesem specjalny tryb naboru do najbardziej prestiżowych uczelni dla licealistów z ZEP-ów, jego beneficjentką była m.in. minister edukacji Najat Vallaud-Belkacem. Nie miałam szans, bo się obijałam. Łatwiej było w liceum, gdzie wystarczyło tylko wykonywać polecenia nauczyciela. W moim arabskim domu nikt nie zachęcał mnie do samodzielnej nauki, odrabiałam zadania, bo musiałam, ale wolałam oglądać telewizję. Często zastanawiam się, co by było, gdybym wyrosła w innym środowisku. Żałuję, może teraz miałabym już dyplom, który pozwoliłby mi uczyć w liceum i szkołach wyższych. A tak jestem tylko zwykłą nauczycielką, jedną z 240 tysięcy we Francji.
sauce:http://wyborcza.pl/duzyformat/7,127290,21300019,francja-nauczyla-was-bezczelnosci-jak-uczyc-w-arabskim.html
submitted by SoleWanderer to Polska [link] [comments]


SEZON 5 W FORTNITE - NA CZILLKU ZE SPONSORAMI Zaludnianie Bezludnej Wyspy #4 Jak poznać zasięg swoich filmów w YouTube - YouTube #2 List Do Nauczyciela

RóŻNICA MIĘDZY BEZWZGLĘDNĄ A WZGLĘDNĄ PORóWNAJ RóŻNICE ...

  1. SEZON 5 W FORTNITE - NA CZILLKU ZE SPONSORAMI
  2. Zaludnianie Bezludnej Wyspy #4
  3. Jak poznać zasięg swoich filmów w YouTube - YouTube
  4. #2 List Do Nauczyciela
  5. Zaludnianie Bezludnej Wyspy - YouTube
  6. Sposoby na zwiększenie efektywności - YouTube
  7. Rozpoczynanie współpracy i tworzenie relacji z marką - YouTube

Spróbuj prześledzić swoje działania przez jeden lub dwa tygodnie, w zależności od typowego harmonogramu produkcji. Możesz robić notatki, gdy kończysz jakieś zadanie, lub korzystać z aplikacji do zarządzania czasem, takiej jak RescueTime czy Toggl. Następnie zidentyfikuj działania, które zajmują Ci więcej czasu, niż powinny. Bez względu na to, czy użytkownik korzysta z YouTube na komputerze lub urządzeniu mobilnym, albo czy obejrzał film więcej niż jeden raz, będzie się on liczył jako jeden unikalny widz. Na podstawie tych informacji możesz zdecydować, o czym będzie kolejny film. Ustal realne terminy, a potem postaraj się dostarczyć nawet więcej treści niż było to umówione. Terminy można ustalać wspólnie. Przedstawiciele marki powinni wiedzieć, w jakim stopniu będą się musieli zaangażować, żeby realizacja Twojego projektu mogła postępować. Możliwe, że jeden z nich będzie sprawdzać Twój film. 'Jeśli jesteś nauczycielem, wykonujesz jeden z najbardziej odpowiedzialnych zawodów na świecie. W dużej mierze od Ciebie zależy, jakim człowiekiem stanie się w przyszłości Twój uczeń. - Bara bara wykonujemy tylko przez opcję starania się o dziecko, no i możemy je robić tylko jeden raz na jeden dzień. - W domu nie może mieszkać więcej niż 10 simów naraz. This video is unavailable. Watch Queue Queue. Watch Queue Queue - Bara bara wykonujemy tylko przez opcję starania się o dziecko, no i możemy je robić tylko jeden raz na jeden dzień. - W domu nie może mieszkać więcej niż 10 simów naraz.